NIE (dobra zmiana)

Prawie trzy lata temu popełniłem pewien wpis stawiając znak zapytania nad „dobrą zmianą”. Jako praktyk i pragmatyk nie przekreślałem z góry roku władzy PiSu ale dostrzegają poczynania władzy miałem wątpliwości. Nie chodziło o straszenie PiSem a raczej o przestrogę dla PiSu. Tak, zdawałem i zdaję sobie sprawę z tego, że mój głos to tylko kropla w morzu, ale z drugiej strony właśnie z takich kropli morze się składa. 

Dzisiaj na finiszu kadencji polityków PiSu znam odpowiedz na wątpliwości i pytanie czy ta zmiana jest dobra…. Najpierw chciałem od razu wystukać na klawiaturze głośne NIE, ale to było by zbyt proste i zbyt jednostronne. To NIE, nie powinno być krótkim krzykiem, krótkim podsumowaniem tych 4 lat, które gdzieś zabrzmi i nie pozostawi śladu. To nie jest NIE jakie mówimy odpowiadając komuś na pytanie czy nam się coś podoba czy się z kimś zagadamy. Dzisiaj to NIE to nie są tylko trzy litery. Dlaczego? Powodów jest wiele… w sumie to setki. Swoją drogą jak trzeba być zdeprawowanym, aby w ciągu kilkudziesięciu miesięcy sprawowania rządów dać społeczeństwu kilkaset powodów do powiedzenia NIE…

Ale najpierw uwaga, dlaczego to NIE jest takie ważne i dlaczego to NIE powinno być wykrzyczane, wypisane i wyrzucone z siebie… PiS uwielbia powoływać się na końcówki mnogie nie dookreślając w ten sposób zbioru argumentów, które stawia po swojej stronie jako poparcie dla siebie, a z drugiej strony konkretyzuje siebie jako ugrupowanie mające mandat właśnie tej większości argumentów. To stara sztuczka socjotechniczna, aby nawet wąskiej grupie nadać cechy ogólności uciekając tym samym przed identyfikacją poszczególnych elementów, ponieważ prowadziłoby to, do policzalności grupy. A wtedy okazało by się, że z pojęciem większości w stosunku do całości niewiele ma to wspólnego.

Zatem dla PiSu wygodniej jest tworzyć mitycznego suwerena, trochę na zasadzie mitów greckich, który zyskuje na istnieniu dzięki wielokrotnemu odwoływaniu się do niego przez liderów. Taki suweren a’la PIS to tylko hiperbola. Natomiast Suweren o jakim mowa w demokracji, w Konstytucji to nie suweren pisowski. I to NIE w jego wykonaniu może być bardzo realne i skuteczne. Bo ten suweren to MY

Dlaczego zatem NIE ma szansę zmienić się z kropli w tsunami?

  1. Bo Suweren raz po raz dostaje z przysłowiowego liścia od PiSu – parafrazując Bogusława Lindę – w imię zasad ….. ale nie zasad praworządności czy demokracji tylko zasad utrzymania steru w rękach. Suweren ma być wdzięczny za opiekę i socjal i to wdzięczny bezgranicznie. Za ten Social suweren dziękuje tolerancją na zachłanność i przywłaszczenia władzy. Dlatego SREBNA, SKOKI, TVP, NBP, KNF, Macierewicz, Janninger, „zdradzieckie mordy”, „kanalie”, bilbordy PFN, mór wokół sejmu z barierek, procesy za koszulki z Konstytucją,  i kilka jeszcze miliardów, może gdyby odbyły się na przestrzeni dwóch kadencji, to nie były by tak doskwierające. No tyle, że Suweren te afery traktuje – wbrew rozsądkowi – jako coś, co się tym cudownym politykom należało. Dlaczego? Bo nie odczuwa w portfelu braków tylko wzrosty. Choć obarczone inflacją, która pokonała deflację w ciągu tych 4 lat, ale jednak nominał królewski w portfelu robi swoje. A abstrakcyjne kwoty idące w miliardy są tak samo akceptowalne jak loty w kosmos. I nawet Suweren nie zastanawia się skąd na te króle w portfelu są pieniądze. Tylko przyjmuje z dobrodziejstwem inwentarza likwidację luki w VAT.
  • Skoro zatem ten liść jest za słaby dla Suwerena to może jest gdzieś inny bodziec do otwarcia oczu? Przecież jeśli nie rusza Suwerena kasa to może prawo? No bo mamy ułaskawienie przed wyrokiem, wybór sędziów dublerów w trybunale Konstytucyjnym i spadek wydajności orzeczniczej (o jakości nie piszę), niedrukowanie wyroków Trybunału Konstytucyjnego, postępowanie przed TSUE i Komisją Europejską, nocne głosowania nad zmianami prawa bez konsultacji społecznych, uchwalenie budżetu w Sali kolumnowej,. Ale i to nie wzrusza Suwerena. Dlaczego? Ano również i dlatego, że świadomość prawna społeczeństwa jest niska, a jest niska m.in. z powodu braku dbałości o tą świadomość przez samych prawników. Odpuściliśmy Suwerena uznając, że jest dojrzały i świadomy swych praw i obowiązków. Ale demokracja nie znosi sytuacji, gdy odstawiamy książkę na półkę i zapominamy o niej. Przychodzą inni, którym nauki z książki nie są w smak i piszą swoje, własne prawa. Tolerancyjne na własne wynaturzenia i przekręty. A Suweren nie pamięta, że wolność obywatelska jest czymś większym niż podległość politykom. Suweren widzi, że PiS tak kogoś zamknął, coś tam zlikwidował. Ale wybacza, że to żaden prominentny polityk tej złej PO mimo, że PiS obejmując władzę tak płynął na hasłach rozliczenia oszustw i nieprawidłowości…
  • To może ignorancja władzy? Mamy „córkę leśniczego” w kopercie i całą serię młodych gniewnych „Misiewiczów”, porażki na arenie międzynarodowej i San Escobar, ograniczanie wolności mediów i paski TVP, szczucie na Pawła Adamowicza, na „bez żadnego trybu” kończąc. Mamy Witolda Ziobre i Patrycję Kotecką, mamy swoich w spółkach Skarbu Państwa. Co z tego, że niekompetentnych. Ale swoich. A Suweren milczy. Dlaczego? Bo ktoś tam kiedyś powiedział, że rodziny się nie rusza, że o rodzinę się dba. Świetna socjotechnika. Bo każdy z nas dba o rodzinę więc to w sumie naturalne jest.
  • A zatem może w końcu suwerena ruszy to, że władza w sposób oczywisty ma z niego bekę i się nabija prosto w oczy najzwyczajniej kłamiąc Suwerena i licząc na to, że Suweren łyknie kolejną porcję socjala i przymknie oko? A bokiem Pis będzie pchał dotacje, subwencje dla swoich i do toruńskiego biznesmena, bo z pewnością nie księdza. I długo Suweren przyjmował te piękne słówka PiSu, ale jednak chyba odczuł cios w wątrobę zadany lotami Marszałka i wracać Suwerenowi zaczęła świadomość i rozsądek. Dlaczego? Ano dlatego, że te wszystkie dotychczasowe afery, nie istotne czy dwie, czy dwieście, były swego rodzaju abstrakcją. Miliardy ludzi albo przerażają, albo zniewalają. A tutaj większość suwerena lata. Ale zanim poleci to musi odstać w kolejce, odprawie. Poczekać. A ludzie nie lubią czekać. To ich irytuje. Co więcej w szczególności, gdy za to płacą. A tu proszę, Marszałek nie płaci i nie czeka na samolot. To samolot czeka na niego. I w ten sposób z opóźnionym zapłonem Suweren odczuł każdego liścia jaki dostał od PiSu. To jak z bólem zęba. Najpierw ćmi a potem narasta. Aż w końcu trzeba coś z nim zrobić. Można wyrwać. Ale to wtedy jak się nic nie robi tylko leczy objawy. A można leczyć przyczyny. Nie wyrywać chwasta a wyleczyć polityczną próchnicę PiS i 13 października zakończyć terapię sukcesem. I wtedy to nie będzie znaczyło NIE. Czego sobie i reszcie życzę. 

Zatem czy ta zmiana jest dobra? TAK – dla siebie samej. Natomiast dla Suwerena NIE. Jest jak choroba nieleczona zawczasu. Ale jest jeszcze pozytywna prognoza na przyszłość. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *